Historia przez dekady potrafi udawać, że stoi w miejscu, a potem nagle przyspiesza. Mam wrażenie, że właśnie oglądamy takie przyspieszenie. Sojusze się przesuwają, kraje Globalnego Południa balansują między Waszyngtonem a Pekinem, a instytucje powojennego ładu sprawdzają, jak bardzo są elastyczne. Dawny układ, w którym jedno mocarstwo wyznaczało reguły, odchodzi, a nowy jeszcze się nie ustabilizował. Takie okresy przejściowe bywają najbardziej nerwowe.
Zanim przejdziemy dalej, krótko o tym, skąd patrzę. Nie jestem politologiem, jestem inwestorem i inżynierem, który patrzy na to przez pryzmat pieniędzy i technologii. Możesz się ze mną nie zgadzać, i bardzo dobrze.
Pieniądze i dolar
Nominalnie największą gospodarką świata pozostają Stany Zjednoczone: PKB rzędu 32,4 bln USD wobec 20,9 bln USD w Chinach (prognoza MFW na 2026 rok). Gdy liczyć w parytecie siły nabywczej, układ się odwraca: Chiny mają 44,3 bln dolarów międzynarodowych, USA 32,4 bln, co daje im odpowiednio około 19,9% i 14,5% światowego PKB. To dwie różne miarki i obie mówią coś prawdziwego: Chiny mają ogromny rynek wewnętrzny, USA mają ogromną siłę finansową.
Dolar nadal jest główną walutą rezerwową świata, na nim stoi handel surowcami i rezerwy banków centralnych. Chiny, także w ramach BRICS, promują rozliczenia w walutach narodowych i większą rolę juana. Juan ma jednak wyraźny hamulec: kontrolę kapitału i ograniczoną przejrzystość systemu finansowego. Żeby waluta została prawdziwą alternatywą, musi być swobodnie wymienialna i mieć za sobą otwarty rynek kapitałowy.
Banki centralne od kilku lat kupują złoto. Z czerwcowej ankiety World Gold Council (2026) wynika, że 89% ankietowanych banków centralnych spodziewa się dalszego wzrostu oficjalnych rezerw złota w ciągu najbliższych 12 miesięcy, a 74% oczekuje, że udział dolara w rezerwach za pięć lat będzie niższy.
Moim zdaniem to nie jest wyrok na dolara, tylko dywersyfikacja. Ostrożny skarbnik nie trzyma wszystkich jajek w jednym koszyku, nawet jeśli koszyk jest największy na świecie.
W 2025 roku dolar stracił wobec głównych walut prawie 10%, najwięcej od 2017 roku. Pod koniec stycznia 2026, gdy spadał do czteroletniego minimum, Donald Trump skomentował to słowami, że to „świetnie” i że „dolar ma się świetnie”. Dolar zanotował wtedy najgorszy dzień od kwietnia. Moim zdaniem taka retoryka nie buduje zaufania do waluty rezerwowej. Słabszy dolar może pomóc eksporterom, ale ma też cenę: ryzyko inflacji i odpływu kapitału. Warto uważnie słuchać, co płynie z Białego Domu, bo te słowa ważą więcej niż komunikaty wielu banków centralnych.
Różni się też sama konstrukcja obu gospodarek. USA to usługi, technologia i finanse, z potężnym rynkiem venture capital, który zamienia wiedzę w biznes. Chiny to gigantyczna baza przemysłowa i kontrola nad ważnymi ogniwami łańcuchów dostaw, w tym metali ziem rzadkich. Wojny handlowe, reshoring i friend-shoring pokazują, że bezpieczeństwo stało się równie ważne jak niski koszt. Czy bardziej wytrzymały okaże się elastyczny rynek USA, czy mocno sterowany model chiński? Tego dziś nie wie nikt.
Dwa modele, które zaczynają do siebie pasować
To mój ulubiony paradoks. USA, bastion wolnego rynku, coraz chętniej wspierają strategiczne branże. Ustawy takie jak CHIPS Act czy Inflation Reduction Act kierują publiczne pieniądze do półprzewodników, AI, zielonej energii i obronności. Państwo nie zastępuje rynku, ale wskazuje, gdzie ma płynąć kapitał.
Chiny poszły w przeciwną stronę: od końca XX wieku otworzyły się na mechanizmy rynkowe, przyciągnęły zagraniczny kapitał i know-how, a prywatne firmy rosną tam błyskawicznie. Nadal jednak działają w ramach wyznaczonych przez państwo, które trzyma w ręku kapitał, dane i kluczowe sektory. Giganci tacy jak ByteDance czy Ant Group pokazują, że z takiego układu da się zbudować globalne platformy.
Amerykańskie indeksy w ostatnich latach mocno wzrosły, a rynek ciągną firmy z sektora AI i półprzewodników. W dolarach, z reinwestowanymi dywidendami, w latach 2021-2025 S&P 500 zyskał łącznie około 95%, a Nasdaq-100 około 102% (średnio 14,3% i 15,1% rocznie), mimo bolesnego 2022 roku, kiedy spadły o 18,2% i 32,6%. Od początku 2026 roku do 2 października dołożyły odpowiednio 13,7% i 22,4%. Moim zdaniem model amerykański coraz częściej łączy wolny rynek z selektywną strategią państwa tam, gdzie stawką jest przewaga technologiczna.
Technologia: walka o wąskie gardła
To najgorętszy front. Nie wygrywa ten, kto ma „lepszą technologię", tylko ten, kto kontroluje element, bez którego reszta nie ruszy.
Według zestawienia z 10 września 2026 (CB Insights i Hurun) USA mają 806 jednorożców, czyli prywatnych firm wycenianych na ponad miliard dolarów. Dla Chin liczby się różnią zależnie od metodologii: 166 wg CB Insights i 381 wg Hurun. Najcenniejsze prywatne firmy świata to dziś amerykańskie laboratoria AI: Anthropic (965 mld USD) i OpenAI (840 mld USD).
USA wraz z partnerami, takimi jak Tajwan i Holandia, kontrolują kluczowe technologie projektowania i produkcji najnowocześniejszych chipów. Sankcje eksportowe ograniczają Chinom dostęp do najnowszych układów, a amerykańscy ustawodawcy naciskają na dalsze ograniczenia. W kwietniu 2026 dwupartyjna grupa kongresmenów i senatorów zgłosiła projekt ustawy MATCH Act, który uderzałby w kluczowe „wąskie gardła” produkcji chipów, takie jak litografia DUV, i zakazywałby amerykańskim firmom sprzedaży oraz serwisowania takich maszyn dla fabryk w krajach uznanych za przeciwników USA. Czy i w jakiej formie stanie się prawem, dopiero się okaże.
Chiny odpowiadają samowystarczalnością. Pekin wyznaczył cel ograniczenia zależności od Zachodu, wspiera krajowy przemysł półprzewodnikowy państwowymi funduszami i rozwija własne systemy w AI, oprogramowaniu i telekomunikacji. Trzecia odsłona państwowego funduszu inwestycyjnego dla przemysłu układów scalonych („Big Fund III”), założona w maju 2024 roku, zgromadziła 344 mld juanów, czyli około 47,5 mld dolarów. Za tym stoi koncepcja „podwójnej cyrkulacji": wzmocnić rynek wewnętrzny i zachować kontrolowany kontakt z handlem światowym.
Moim zdaniem droga do pełnej samowystarczalności jest długa i droga. Najnowsze chipy to nie tylko kapitał, ale dekady know-how, precyzyjna inżynieria i globalna współpraca. Jeśli Chinom uda się przełamać te wąskie gardła, zachodnie firmy poczują to najbardziej w najbardziej zaawansowanych segmentach. Dla inwestora technologicznego to jeden z kluczowych wątków do obserwowania.
Edukacja i talenty
USA mają uczelnie z samego szczytu światowych rankingów (MIT, Stanford, Harvard), dominują w badaniach podstawowych i skutecznie przyciągają talenty z całego świata, także z Chin. Chiny stawiają na skalę i dyscyplinę: system jest scentralizowany i co roku wypuszcza ogromną liczbę inżynierów i naukowców. Według prognozy centrum CSET z Georgetown University chińskie uczelnie miały w 2025 roku wypuścić ponad 77 tys. doktorów nauk ścisłych i technicznych, wobec około 40 tys. w USA.
Moim zdaniem jeśli o przyszłości zdecyduje jeden przełomowy pomysł, przewagę mają USA, bo innowacja lubi swobodę badań i różnorodność. Jeśli zdecyduje szybkie wdrażanie technologii w ogromnej skali, mocniejsze mogą być Chiny.
Armia i bezpieczeństwo
USA mają globalną sieć baz i sojuszy, w tym NATO, a projekcja siły jest ich największym atutem. Chiny skupiają się regionalnie, modernizują armię, rozwijają broń hipersoniczną i technologie kosmiczne. Tajwan pozostaje najbardziej zapalnym punktem.
W styczniu 2026 Pekin ogłosił śledztwo wobec generała Zhanga Youxia, wiceprzewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej i najbliższego doradcy wojskowego Xi Jinpinga, oraz generała Liu Zhenli. Wcześniej, w październiku 2025, usunięto dziewięciu innych wysokich dowódców. Moim zdaniem to sygnał napięć wewnętrznych i próby konsolidacji władzy przez Xi Jinpinga, a stabilność systemu bywa równie ważna jak siła wojskowa.
Kto pisze reguły gry
USA i Chiny mają prawo weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. USA były architektem powojennego ładu, Chiny przez lata w nim funkcjonowały, a dziś coraz śmielej proponują jego zmiany. BRICS, rozszerzany i wsparty Nowym Bankiem Rozwoju, ma pokazać, że obok systemu zdominowanego przez Zachód może działać alternatywa. Jednak BRICS to nie jeden blok: różnice interesów jego członków ograniczają spójność.
W styczniu 2026 w Davos Donald Trump podpisał statut Rady Pokoju, organizacji międzynarodowej, której jest przewodniczącym i która ma „promować stabilność” w regionach dotkniętych konfliktami. Stały członek może wpłacić do miliarda dolarów; dołączyły m.in. Węgry, Argentyna, Izrael, Azerbejdżan, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Egipt, a Francja odmówiła. Moim zdaniem to może być próba zdobycia przewagi w rywalizacji instytucjonalnej, bo reguły gry same stają się narzędziem strategicznym.
Demografia, czyli cichy gracz
Według Narodowego Biura Statystycznego Chin (dane z 19 stycznia 2026, za Caixin) w 2025 roku w Chinach urodziło się 7,92 mln dzieci, a zmarło 11,31 mln osób. Populacja spadła o 3,39 mln do około 1,405 mld, czwarty rok z rzędu. Współczynnik dzietności szacuje się na około 0,96 (próg zastępowalności pokoleń to około 2,1). Osoby po 60. roku życia to już 23% ludności.
Moim zdaniem to jedno z najpoważniejszych ograniczeń Chin w długim terminie. Mniej ludzi w wieku produkcyjnym oznacza presję na system emerytalny i ochronę zdrowia, mniejszy potencjał innowacyjny i mniejsze zasoby do mobilizacji. USA też się starzeją, ale łagodzi to imigracja, a napływ młodych, wykształconych ludzi sprzyja przedsiębiorczości.
Właśnie dlatego tak dużą rolę mogą tu odegrać humanoidy i sztuczna inteligencja. Kraj, któremu kurczy się liczba rąk do pracy, ma silną motywację, żeby zastępować je maszynami, a AI może wziąć na siebie także część pracy biurowej i usługowej. Dla Chin to nie jest ciekawostka technologiczna, tylko próba załatania dziury, której demografia nie pozwoli zasypać w inny sposób. Chiny mają zresztą dobry start: według Barclays produkują około 85% humanoidalnych robotów na świecie, a ich maszyny są średnio co najmniej o 20% tańsze od zagranicznych.
Jest tu jednak paradoks, który mnie zaskoczył. Wdrożenie robotyzacji w Chinach jest tańsze w samej kwocie: roboty i ich produkcja kosztują tam mniej. A mimo to bywa mniej opłacalne niż w USA, bo opłacalność nie zależy od ceny maszyny, tylko od tego, ile kosztuje człowiek, którego ona zastępuje. Pracownik w Stanach jest wyraźnie droższy, więc inwestycja w robota zwraca się tam dużo szybciej, nawet jeśli sam robot kosztuje więcej. Moim zdaniem to jeden z powodów, dla których demografia nie przesądza o losie Chin: USA mają mocniejszą zachętę ekonomiczną do automatyzacji, a Chiny większą presję, żeby ją przeprowadzić. Trzeba też uczciwie dodać, że popyt na humanoidy wciąż odstaje od produkcji, a zastosowania są na razie ograniczone. Analitycy IDTechEx szacują jednak, że przy dużym wykorzystaniu robot może się zwrócić w około pół roku. Kto zrobi to skuteczniej, dopiero się okaże.
Zmiana warty czy długi proces?
Ray Dalio w The Changing World Order opisuje „Big Cycles": burzliwe fazy przejmowania dominacji trwają zwykle 10 do 20 lat i poprzedzają je dłuższe okresy względnej stabilności, rzędu 40 do 80 lat. Jeśli symbolicznym początkiem obecnej zmiany był kryzys finansowy 2008 roku, to według tej logiki jesteśmy w jej końcowej fazie, z rosnącymi napięciami gospodarczymi, politycznymi i geopolitycznymi.
Moim zdaniem najbardziej prawdopodobny jest świat wielobiegunowy. Opowieści o szybkim końcu dolara i amerykańskiej dominacji wydają mi się przesadzone. Bardziej realistyczne są nowe sojusze, powolne przesuwanie środka ciężkości i długa konkurencja. Chińskie porzekadło o „ciekawych czasach" trafnie opisuje naszą epokę, ale historia uczy, że zmiana hegemona rzadko jest szybka i spektakularna. To proces pełen napięć, zwrotów akcji i pozornych powrotów do status quo, który wymaga cierpliwości od uczestników i od obserwatorów.
A co z portfelem?
Dla mnie wniosek jest praktyczny, choć to opinia, a nie rekomendacja. Skoro rywalizacja potrwa dekady, warto myśleć o wąskich gardłach (chipy, energia, surowce krytyczne), o odporności łańcuchów dostaw i o tym, że sankcje potrafią w jednej chwili zmienić przychody firm. O konkretnych spółkach będę pisał osobno, z modelem i założeniami.
A Ty jak to widzisz? Napisz, czego nie wziąłem pod uwagę i który z tych obszarów waży Twoim zdaniem najwięcej.
Treść ma charakter informacyjny i wyraża opinię autora. Nie jest rekomendacją inwestycyjną ani poradą inwestycyjną, podatkową czy prawną. Inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości kapitału. W tym tekście nie omawiam konkretnych instrumentów.
Źródła (daty odczytu: 2026-10-05)
- MFW, World Economic Outlook, PKB (NGDPD i PPP), prognoza na 2026 rok: imf.org/datamapper
- World Gold Council, Central Bank Gold Reserves Survey 2026, 16.06.2026: gold.org
- NPR, „Trump thinks a weaker dollar is great for America. Is he right?", 30.01.2026: npr.org
- ChartRow, roczne zwroty S&P 500 i Nasdaq-100 (SPY, QQQ, dane z 2.10.2026): S&P 500, Nasdaq-100
- CB Insights i Hurun, liczba jednorożców, zestawienie z 10.09.2026: secondtalent.com
- FDD, „Congress targets advanced chip-making equipment...", 3.04.2026: fdd.org
- Business Standard, Big Fund III: business-standard.com
- CSET Georgetown, „China is Fast Outpacing U.S. STEM PhD Growth", 2021: cset.georgetown.edu
- Christian Science Monitor, czystki w PLA, 29.01.2026: csmonitor.com
- EWN, Rada Pokoju, 21.01.2026: ewn.co.za
- Caixin, dane NBS o populacji Chin w 2025, 19.01.2026: caixinglobal.com
- Fortune, humanoidy z Chin (Barclays, Morgan Stanley), 9.06.2026: fortune.com
- IDTechEx za Tech Times, zwrot z inwestycji w humanoidy, 20.05.2026: techtimes.com
- Ray Dalio, The Changing World Order (2021)
Porozmawiajmy pod postem
Komentarze zbieram tam, gdzie toczy się rozmowa. Wybierz platformę: otworzy się post o tym materiale.
Otwiera się w nowej karcie, a na telefonie w aplikacji.
Ta analiza była pomocna? Postaw kawę.
Wsparcie pozwala publikować kolejne materiały — bez paywalla.