Zacznę od zdania, którego nie usłyszysz od wielu osób piszących o giełdzie: nie wierz mi na słowo.
Nie mam pewniaków. Nie znam dnia, w którym kurs ruszy w górę, i nie mam szklanej kuli. Mam za to coś, co moim zdaniem waży więcej niż pewność siebie: zasady, które możesz sprawdzić.
Po co to wszystko? Chcę trzech rzeczy. Po pierwsze, przybliżać Ci konkretne spółki: opowiadać, skąd się wzięły, czym zarabiają i ile moim zdaniem są warte. Po drugie, tłumaczyć, jak działają rynki finansowe, prostym językiem i bez giełdowego bełkotu. Po trzecie, dzielić się newsami, które warto znać, i rozmawiać o nich z Tobą. Najbardziej zależy mi właśnie na tej rozmowie: chcę, żebyś się ze mną spierał, dopisywał i podsuwał tematy. Najlepsze rozmowy przy kawie zaczynają się od słów „a ja widzę to inaczej".
Skoro będę Ci opowiadał o spółkach i rynkach, masz prawo zapytać: „dlaczego mam Ci zaufać?". To jedyny tekst, do którego będę odsyłał za każdym razem, gdy ktoś o to zapyta. Odpowiedź jest krótka: nie musisz. Możesz sprawdzić. A poniżej dowiesz się, jak.
Skąd się tu wziąłem
Z wykształcenia i pierwszej miłości jestem inżynierem programistą. Przez lata układałem cyfrowe klocki w różnych branżach, a ostatnie trzy lata w bankowości, w samym finansowym sercu korporacji. Nauczyło mnie to twardej logiki i chłodnej głowy. Potem przyszedł dzień, w którym poczułem, że czas zmienić menu.
Równolegle działo się sporo poza etatem. Od ponad pięciu lat inwestuję na giełdzie i wiem z własnego doświadczenia, jak działa IPO. Z kolegami przeszedłem też całą drogę dewelopera: zakup działki, projekt, pozwolenie i więcej przepisów, niż ktokolwiek zakładał. Skończyło się sprzedażą gotowego pod budowę projektu dużego budynku mieszkalnego, z pozwoleniem i z dobrym ROI. Szkoła cierpliwości, jakiej nie da żaden podręcznik.
Dziś idę ścieżką Barista FIRE: zwalniam tempo i robię to, co naprawdę lubię. Na przykład to miejsce. Prywatnie jestem mężem i ojcem dwóch młodych agentów, którzy codziennie dają mi lekcję zarządzania ryzykiem. Najlepsze pomysły na wpisy przychodzą mi na porannych spacerach, więc jeśli kiedyś trafi się temat, który Cię zaskoczy, wiedz, że ktoś go wcześniej wychodził.
Jak czytam spółki, czyli od historii do liczb
Zaglądam do firm z całego świata, a każdą czytam w tej samej kolejności. Zaczynam od opowieści.
Zanim pokażę Ci choć jedną liczbę, opowiem, skąd wzięła się spółka: kto ją założył i po co, jaki problem chciał rozwiązać, co poszło nie tak po drodze i który produkt sprawił, że ktoś wreszcie zaczął za niego płacić. Za każdą firmą stoją ludzie, pomysł i kilka decyzji, które mogły skończyć się inaczej. Wykres Ci tego nie pokaże, a to często właśnie tłumaczy, dlaczego liczby wyglądają tak, a nie inaczej.
Gdy już znasz bohatera, zadaję trzy proste pytania. Skąd firma bierze pieniądze? Kto próbuje jej je odebrać? I od czego zależy, ile z każdej zarobionej złotówki zostaje dla właściciela? Odpowiedzi przesądzają o tym, co potem wpisuję do modelu, więc zawsze opisuję je w tekście.
Na końcu wycena. Wyceniam tak, jakby jutro miała stanąć przed komitetem inwestycyjnym, ale tłumaczę ją tak, jak tłumaczyłbym znajomemu przy stoliku: zamiast zgadywać, ile spółka jest warta, liczę, ile gotówki zarobi przez najbliższe dziesięć lat, i przeliczam to na dzisiejsze pieniądze. Metoda nazywa się DCF. Wszystkie techniczne trybiki (koszt kapitału, tabele wrażliwości i reszta) znajdziesz w modelu, który dołączam do każdej analizy. Tutaj zostają Ci cztery obietnice:
Zawsze trzy wersje przyszłości. Pesymistyczna, bazowa i optymistyczna, każda z wagą, czyli moją oceną, jak bardzo jest prawdopodobna. Dostajesz przedział, a nie jedną „magiczną" liczbę.
Wartość godziwa to nie cena docelowa. To skutek założeń, które przyjąłem, a nie wróżba o kursie i nie zalecenie. Tak ją zresztą podpisuję.
Pokazuję słabe ogniwo. Które założenie najmocniej rusza wynikiem i ile wartości zależy od tego, co wydarzy się za dekadę. Jeśli ponad 80% wyceny wisi na odległej przyszłości, powiem to głośno.
Model jest Twój. Do każdej analizy dołączam plik XLSX. Podmień moje założenia na swoje i zobacz, co się stanie. Każde założenie, które odbiega od historii spółki, uzasadniam w tekście, więc możesz odtworzyć moje rozumowanie, nawet jeśli skończysz w innym miejscu. Zanim pojawi się pierwsza analiza, możesz pobrać przykładowy model na fikcyjnej spółce i zobaczyć, jak to działa.
Są spółki, do których ta metoda się nie nadaje: banki i ubezpieczyciele (u nich dług jest surowcem, nie problemem), deweloperzy, holdingi oraz firmy mocno cykliczne albo przynoszące straty. Tam sięgnę po inne narzędzia i napiszę o tym wprost.
Jak zbudowana jest każda analiza
Każda analiza ma te same rozdziały, więc zawsze wiesz, gdzie jesteś. Zaczyna się od historii firmy, a zaraz po niej poznajesz jej produkty i usługi: co firma sprzedaje, komu i dlaczego klient za to płaci, opisane tak, żebyś mógł to sobie wyobrazić. Potem pada teza: w trzech zdaniach to, co uważam i dlaczego. Dalej idą założenia i scenariusze, każdy z wartością i prawdopodobieństwem. Następnie to, co może pomóc, czyli pozytywne czynniki, które mogą podnieść przychody i zyski firmy (nowy produkt, rosnący rynek, zmiana, na którą czekają klienci), i to, co może zaszkodzić, czyli ryzyka (tu nie ma kawowych metafor, bo tu się nie żartuje). Na koniec moja ulubiona część: warunek unieważnienia tezy, czyli konkretne zdarzenie albo liczba, po których uznaję, że się pomyliłem. Potem disclaimer, zawsze w tej samej formie. A w ostatnim akapicie zostawiam otwartą furtkę: co sprawdzę, gdy spółka pokaże kolejne wyniki. Bo dobre historie mają ciąg dalszy.
Publiczny rejestr tez, czyli tu robi się ciekawie
Każdą tezę z wartością godziwą zapisuję w publicznym rejestrze: wejście, wartość godziwa, horyzont, wynik. Do rejestru trafiają też porażki. Zwłaszcza one, bo najlepiej pokazują, ile warta jest moja analiza. Kiedy mija horyzont, wracam do tezy i rozliczam ją publicznie w cyklu „Na dnie filiżanki", bez względu na to, czy wyszło mi lepiej, czy gorzej.
A jeśli po raporcie spółki zmieniam wycenę, pokazuję to jako widoczną aktualizację. Pierwotna wartość zostaje na stronie. Nie nadpisuję jej po cichu, bo to byłoby granie znaczonymi kartami.
Pierwszy wpis w rejestrze pojawi się razem z pierwszą analizą.
Czego tu nie znajdziesz
„Pewniaków". „Okazji życia". „Na pewno wzrośnie". Nie publikuję rekomendacji „kup" ani „sprzedaj" w tonie porady. To jest informacja i edukacja, a decyzje podejmujesz Ty. Moje analizy opisują scenariusze i ryzyka, nie gwarancje.
Gdy się pomylę
Bo się pomylę, to pewne. Przypaliłem? Wylewam i parzę od nowa. I zapisuję to w rejestrze. Napiszę o tym otwarcie i pokażę, co przeoczyłem. Poprawki w tekstach oznaczam datą i opisem zmiany, żebyś zawsze widział, co się zmieniło i dlaczego.
Co dalej (i dlaczego warto wrócić)
W czwartek o 12:00 podaję pierwszą pełną analizę. Zaczniemy od historii powstania firmy, a skończymy na wycenie. Będzie o spółce, która sprzedaje oprogramowanie połowie świata korporacji, a rynek właśnie spiera się, czy sztuczna inteligencja jest dla niej paliwem, czy zagrożeniem. Od razu powiem, że nie jestem tu bezstronnym obserwatorem: kilka miesięcy temu sam w nią zainwestowałem. Zainwestowałem w czasach „SaaSpokalipsy”, gdy wielu inwestorów wieszczyło koniec firm od oprogramowania w chmurze. Wycena, trzy scenariusze, warunek unieważnienia, a potem pierwszy wpis w rejestrze. Gdy spółka opublikuje kolejne wyniki, wrócę do tezy i sprawdzę ją publicznie, na oczach wszystkich.
Jeśli czegoś w moich zasadach brakuje, napisz w komentarzu albo mailem: kawiarnia.rynkowa@outlook.com. A jeśli masz spółkę, którą chciałbyś zobaczyć jako następną, daj znać. Może to Twoja podsunie mi temat na kolejny spacer.
Na koniec coś miłego. Wszystko, co tu znajdziesz, jest i pozostanie darmowe, bez paywalla. Jeśli jednak spodobało Ci się to, co czytasz, i masz ochotę, możesz postawić mi kawę: https://buycoffee.to/kawiarniarynkowa.pl. Wpłaty idą na dane rynkowe, serwer i darmowe narzędzia dla polskich inwestorów. A jeśli wolisz po prostu wpaść na kolejny wpis, też będzie mi bardzo miło. Dzięki, że tu jesteś.
Disclaimer: Treści publikowane w serwisie Kawiarnia Rynkowa mają charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej ani porady inwestycyjnej, podatkowej czy prawnej. Inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości kapitału. W tym tekście nie omawiam konkretnych instrumentów.
Porozmawiajmy pod postem
Komentarze zbieram tam, gdzie toczy się rozmowa. Wybierz platformę: otworzy się post o tym materiale.
Otwiera się w nowej karcie, a na telefonie w aplikacji.
Ta analiza była pomocna? Postaw kawę.
Wsparcie pozwala publikować kolejne materiały — bez paywalla.